fbpx

Jak połączyć projektowanie, sport i życie w pięknym miejscu?

Praca w Dziale Projektowym Pekabex pozwala Markowi pracować z miejsca, które sam wybrał i które jest dla niego ważne – z domu w przepięknym woj. lubuskim. Po godzinach angażuje się w treningi, sporty najchętniej uprawia wspólnie z przyjaciółmi.

„Trenuję Muay Thai od roku. Rokowania są dobre, ale 21 marca ring zweryfikuje, czy nadaję się do tego sportu.”  – Marek opowiada nam między innymi o tym, w jaki sposób udaje mu się łączyć pasję z pracą w naszej Firmie - w której już od roku rozwija swoje umiejętności.

4-2Kiedy zaczęła się Twoja przygoda ze sportem?

- Zaczęło się bardzo wcześnie. Już w podstawówce, uprawiałem sport w ramach zajęć pozalekcyjnych, a później były zawody szkolne na poziomie okręgowym, czy wojewódzkim. Gdy poszedłem na studia, zacząłem poważniej trenować sporty siłowe. Zaciągnąłem się do drużyny rugby w Poznaniu - reprezentującej Miasto i Klub Sportowy Posnania Poznań, która jest od kilku lat mistrzem Polski w siódemkowej odmianie Rugby, ja grałem w odmianie piętnastkowej. Gdy do nich dołączyłem, byli w drugiej lidze, wspólnie przeszliśmy do pierwszej. Ten awans wiele dla mnie znaczył, to jedno z moich najważniejszych osiągnięć sportowych. Niestety już od roku nie grałem w rugby.

A skąd Twoje zainteresowanie sportami walki?

Gdy dołączyłem do drużyny rugby, byłem „filarem” w formacji młyna. Gracz na tej pozycji, to mięso armatnie. Służyłem do eliminacji przeciwników oraz zdobywania cennych metrów. Często chodzę na siłownię - pracuję siłowo, żeby rozbudować sylwetkę. Znajomi namówili mnie, żebym spróbował sportów walki i od roku trenuję Muay Thai. To tajski sport narodowy, który jest u nich tak popularny jak u nas piłka nożna. Bardzo przypomina K1, ale moim zdaniem jest piękniejszy. Jest głęboko zakorzeniony w kulturze tajskiej, a dla wielu Tajlandczyków to styl życia, droga życiowa. K1 i Muai Thai różnią się punktacją, ale nie tylko. W K1 wykonuje się więcej ciosów w kombinacji i ciągle napiera się na przeciwnika. Ten sport powstał na potrzeby zawodów i bardziej dla nas, Europejczyków. 

Znasz już swojego przeciwnika podczas nadchodzących zawodów?

Występuję w nietypowej kategorii, królewskiej - superciężkiej, dzięki temu, że ważę 115 kg i mierzę 186 cm. Mam 24 lata. Czy znajdzie się dla mnie przeciwnik? Pewnie w Polsce ktoś się trafi.

Rugby, siłownia, teraz sztuki walki… myślałeś jeszcze o jakiejś dyscyplinie?

Tak, przymierzam się do startu w zawodach MTB. W Poznaniu nie miałem czasu, żeby jeździć na rowerze, ale teraz się przygotowuję. Gdy zaczęła się pandemia dostałem zgodę na pracę zdalną na stałe. Mogłem wrócić w rodzinne strony, dzięki temu, że dostałem od moich przełożonych wybór. Mieszkam 30-40km od Słubic, jestem z Sulęcina. W województwie lubuskim mamy mnóstwo lasów, jezior, tras rowerowych – zatrzymuję się przy jeziorku, wykapię się, poćwiczę na gumach na świeżym powietrzu.

W jaki sposób dołączyłeś do naszego Zespołu?

W ostatnim semestrze na studiach inżynierskich miałem kilka dni wolnych w tygodniu, więc zacząłem szukać pracy dorywczej. Zależało mi na tym, żeby była w zawodzie, żebym mógł się czegoś nauczyć. Zacząłem więc wysyłać cv i odezwał się do mnie Łukasz, Zastępca Dyrektora Działu Projektowego. Przyszedłem, miałem sporo pytań. Zaliczyłem pozytywnie tradycyjną „wejściówkę” i dołączyłem do Pekabeksu na pół etatu. Przychodziłem 2-3 razy w tygodniu, uczyłem się. Pod swoje skrzydła przyjął mnie doświadczony kolega - Rafał. Moim pierwszym projektem był projekt mieszkaniowy na Szwecję. Później, gdy miałem się bronić, porozmawiałem z Łukaszem i zaproponował mi umowę o pracę. Pomyślałem, że to idealna praca i tak oto jestem tu już od roku i jednocześnie studiuję zaocznie. Choć zawsze chciałem pracować na budowie, to cieszę się, że tu jestem, bo mogę zdobyć potrzebne doświadczenie, mam czas na naukę, pracę i sport.

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia w firmie?

Myślałem, że to będzie monotonna praca. Na studiach używaliśmy programów wspierających projektowanie, ale programy, które tu mamy do dyspozycji bardzo mnie zaciekawiły od strony technicznej. Zastanawiało mnie jak są zrobione, ciągle dowiaduję się czegoś nowego. Poza tym każda nasza fabryka pracuje inaczej. Lubię poznawać takie ciekawostki, angażuję się jak mogę.

Czym się zajmowałeś poza projektem mieszkaniowym?

Na przykład, gdy powstała nowa fabryka w Kokoszkach, powstały też nowe wytyczne rysowania tamtejszych elementów. Stworzyłem tutorial rysowania tych elementów. Byłem jedną z pierwszych osób, które uczyły się rysować te płyty. Teraz zajmuję się tworzeniem kolejnego tutorialu dla double walli. W naszej nowej fabryce w Kokoszkach rysunki nie są specjalnie weryfikowane przez człowieka, tylko trafiają prosto do maszyny, która przetwarza dane i rusza z produkcją.

Nie mam dużego stażu w firmie, lecz trafiłem na czas, w którym powstawała nowa fabryka w Kokoszkach, jest to fabryka nowoczesna i w dużym stopniu zautomatyzowana. Wraz z powstaniem takiej fabryki, powstała potrzeba opracowania nowych wytycznych rysowania elementów produkowanych przez maszyny. Projekt, w którego powstaniu uczestniczyłem, był jednym z pierwszych, którego elementy były produkowane w Kokoszkach, więc byłem jedną z pierwszych osób która uczyła się rysować te elementy, a dokładnie płyty filigran i ściany typu double wall. Postanowiłem dołożyć swoją cegiełkę i stworzyłem coś w stylu tutorialu rysowania płyt filigran w jednym z dostępnych w firmie oprogramowań tak aby rysunek tolerowany był przez programy obsługujące maszyny, i aby każdy kreślarz bez niczyjej pomocy mógł nauczyć się rysować taki element. Obecnie pracuję nad podobnym plikiem mającym ułatwić naukę rysowania double wall’i. Dążymy do tego, aby rysunki nie były dodatkowo weryfikowane przez człowieka, tylko trafiły prosto do maszyny, która przetwarza dane i rusza z produkcją.

Jak Ci się pracowało nad tymi rysunkami? To przecież coś zupełnie nowego.

Jesteśmy pionierami w wielu tematach. Na początku rysowałem filigrany metodą iteracyjną i wracały do mnie wielokrotnie do poprawek. W naszej fabryce zobaczyłem z bliska elementy mostowe, byłem pod wrażeniem tych gigantycznych przyczółków i dźwigarów. Oprowadzał mnie Oskar z naszego Działu, który ma doświadczenia z pracy fizycznej w fabryce i opowiadał mi o wszystkim w ciekawy sposób, dzięki czemu poznałem produkt z innego punktu widzenia.

Czym się dokładniej zajmujesz, bo rozumiem, że te tutoriale wynikają z potrzeby chwili?

Tak. Na razie uczestniczę tylko w projektach mieszkaniowych, ale chciałbym wszystkiego „dotknąć”, spróbować także innych projektów. Rozwijać się dzięki różnym wyzwaniom. Nie chciałbym specjalizować się tylko w jednej rzeczy. Chcę być wszechstronny.

Uważasz Pekabex za dobre miejsce, by to osiągnąć?

Jest to duża firma nie tylko na skalę polską, ale też i europejską. Oglądałem transmisję Wigilii firmowej. Chcemy być w czołówce europejskiej i dlatego właśnie kupiliśmy fabrykę w Niemczech. To naprawdę firma na dużą skalę. Nie ma tu jednak korporacyjnego wyścigu szczurów, fajnie się pracuje z moim przełożonym Łukaszem i mamy w naszej firmie fajną ekipę. Koledzy i koleżanki podchodzą do tematów bez ciśnienia, nawet jak coś wydarzy to są wyrozumiali i pomogą. Koniec końców, praca w biurze nie jest tak nudna jak można myśleć. Dużo ludzi patrzy na zarobki, ja jako młody człowiek w pierwszej poważnej pracy, nie narzekam. Myślę, że jeśli spojrzymy jakie są realia w naszym kraju, to mogę spokojnie powiedzieć, że jestem zadowolony - można się tu dogadać, żeby było dobrze pod względem finansowym, a także w kwestii rozpoczynania pracy o różnych godzinach. Przede wszystkim zdalnie, bo przychodząc do biura trzeba się zmieścić w jakichś widełkach.

2Odczułeś zmiany w firmie z powodu pandemii?

Praca, jaką wykonuję, się nie zmieniła. Jak tylko zaczęła się pandemia ustaliliśmy, że lepiej będzie pracować z domu, i nie ukrywam, że spodobał mi się ten pomysł, bo jestem lokalnym patriotą i trochę się męczyłem w dużym mieście. Tu mam rodzinę i dziewczynę. W dalszym ciągu codziennie zaczynam pracę o 7, a jak jest cieplej, to wcześniej jeszcze idę pobiegać. Taka półgodzinna przebieżka z rana na pobudzenie - lepiej funkcjonuję po dotlenieniu i mogę zaczynać dzień. 

Czyli obecnie ograniczyłeś aktywność sportową do przygotowań do walki?

Nie, nie! Morsuję. Mam kilku swoich sportowych kompanów, z którymi jeździmy na zawody, jeździmy rowerami, wspólnie morsujemy. Wspieramy się wzajemnie, bo zdarzają się też trudniejsze momenty. 

Od dawna morsujecie? To teraz bardzo modne.

Zaczęliśmy w tym roku, w październiku. Pandemia zbliżyła ludzi do siebie. To pobudzające, ożywiające przeżycie, które daje zastrzyk pozytywnej energii i jest bardzo dobre dla zdrowia. Dodatkowo chodzimy jeszcze na piesze wędrówki po lesie. W okresie wiosenno-letnim robimy nawet 20 km po naszej okolicy. Lubuskie to płuca Polski.

 

Serdeczne dzięki za rozmowę – i będziemy trzymać kciuki za Marka podczas nadchodzących zawodów!