Pracownicy z pasją - Dawid

W Pekabeksie pracuje w Dziale Logistyki, a po godzinach zajmuje się fotografią. Mimo wielu obowiązków znalazł czas, aby porozmawiać z nami na temat swojej największej pasji. Poznajcie Dawida – naszego kolejnego #pracownikazpasją.

2084098218191287447714512422727292104832497n

Jak zaczęła się Twoja przygoda z aparatem? 

Bakcyla złapałem podczas trzymiesięcznego wyjazdu do Danii, do szkoły artystycznej. Miałem wtedy około 16/17 lat. W tej szkole mieliśmy różne zajęcia: był fortepian i gitara, sztuki cyrkowe, metalurgia, joga i również fotografia. Właśnie tam zaczęła się moja przygoda, wtedy miałem jeszcze stary kompaktowy aparat Olympus. Później dostałem od rodziców na urodziny piękną, jak na tamte czasy, lustrzankę – Nikon D50, jeszcze bez możliwości podglądu obrazu na żywo na ekranie LCD. Żeby zrobić zdjęcie trzeba było spojrzeć w muszlę, a ekran służył tylko do ich przeglądania (do dziś zresztą nie korzystam z trybu podglądu na żywo tzw. „Live View”). I tak zaczęło się chodzenie po polach, lasach, różne zwierzątka większe i mniejsze, znajomi.

Skąd wziął się pomysł na zajęcie się fotografią zawodowo? 

Chciałem dorobić na studiach parę groszy. Na początku była to fotografia klubowa i pierwsze zlecenie, pierwsza kasa – zarobiłem wtedy 15zł. Nie chciałem pracować w KFC, czy McDonaldzie. Chciałem zarabiać na czymś co lubię robić – i to była moja pierwsza próba. Zostałem fotografem portalu klubowego, byłem pierwszą osobą, którą właściciel firmy zatrudnił i po niecałym roku pracy weekendowej, zdobyłem taki kredyt zaufania, że zostałem managerem strony. Udało mi się rozwinąć portal w trzy lata z 4 fotografów i 2 miast do ponad 60 fotografów i 10 największych miast w Polsce. To był fajny projekt, robiliśmy niezłą konkurencję, nasze odsłony dochodziły do setek tysięcy. Po jakimś czasie zorientowałem się jednak, że sam już nie robię zdjęć, bardziej zajmowałem się pracą managerską – i w pewnym momencie, żeby wrócić do korzeni, zwolniłem się, od branży klubowej odciąłem się totalnie, wróciłem do zajęć typowo fotograficznych. Pracowałem gdzie chciałem, a po godzinach robiłem zdjęcia, między innymi dla moich pracodawców. Zacząłem brać zlecenia prywatne – osiemnastki, chrzty, uroczystości rodzinne –  teraz są to głównie śluby.

7020791223187939851173951379802756881055744o

Logistyka i fotografia to dość nietypowe połączenie... Jak godzisz pracę w Pekabeksie ze swoją firmą?

Pekabex i fotografia nie mają na siebie wpływu, tutaj pracuję w tygodniu, a fotografią zajmuję się w weekendy, na maile mogę odpisywać po godzinach – czasami tylko przychodzę do pracy mniej wyspany. Zdjęcia obrabiam wieczorami. Nie przyjmuję zbyt wielu zleceń, wybieram te fajne, ciekawe i ograniczam ich liczbę do maksymalnie kilkunastu w roku.

Co uważasz za swój największy sukces jako fotografa?

Każde zlecenie jest małym sukcesem, bo nie ma dwóch takich samych ślubów. Jest harmonogram wydarzeń, wszystko idzie po kolei, a mimo to każde wydarzenie jest inne i ja ich nie porównuję – bo nie da się porównać. Sukcesem jest również zatrzymywanie ludziom wspomnień w odpowiedni sposób, bo ja jestem jedyną osoba, która ma wpływ na to jak uwiecznić dane wydarzenie na zdjęciach i ciężko jest to przekładać na to, które wesele jest dzięki temu lepsze, gorsze – każde jest inne, każde jest fajne.

7026335923187941317840471783937202087002112o

A największy sukces związany z logistyką?

Największe zlecenie związane z planowaniem transportów, w którym brałem udział, to projekt w Malmö (budowa apartamentów). Mieliśmy powyżej 2 tysięcy elementów do przewiezienia, głównie z Gdańska. Natomiast w  tym roku zbudowaliśmy w Polsce, w Zielonej Górze, biurowiec z nietypowymi ścianami. To było też wymagające zadanie, gdyż ściany miały ponad 4m wysokości i były dość delikatne w transporcie.

Jak trafiłeś do firmy Pekabex?

Trafiłem tutaj w 2016 roku przez przypadek. Mieszkałem niedaleko, przyszedłem na rozmowę kwalifikacyjną i tak już zostałem.

Za co cenisz pracę w Pekabeksie?

Za atmosferę pracy, która ze wszystkich firm, w których pracowałem (a było ich naprawdę sporo), jest nie do przebicia. Tutaj pracuje się przyjemnie. Przychodzisz rano i wiesz, że będzie czekać na Ciebie coś ciekawego. To praca pełna wyzwań, w której nie ma ani grama nudy. Miałem roczną przerwę, ale ostatecznie i tak wróciłem, tylko na inne stanowisko – bo wszystkie drogi prowadzą do Pekabeksu :).